czwartek, 5 listopada 2009

Rok temu...

28 października 2008 roku po raz pierwszy stanąłem na Zielonej Wyspie. Pełen obawy, lęku, wątpliwości - ale jednocześnie nadziei na lepsze życie, lepszy start. Jaki był plan ? Plan zakładał kilka miesięcy, maksymalnie pół roku pracy i oszczędzania w Irlandii i szybki powrót do Polski, do przyjaciół, do chłopaka - który zapewniał mnie, że będzie czekać :) Jestem już tutaj ponad rok, więc wypadałoby zrobić jakiś rachunek zysków i strat...

Straty:
  • drugi raz przerwane studia
  • Marcin - rzucił mnie po 3 tygodniach od mojego wyjazdu (życie pisze różne scenariusze)
  • osłabienie kontaktu z przyjaciółmi i znajomymi
  • rosnące długi - kredyty, opłaty za mieszkanie
  • czasami źle wydane, raczej naiwnie, pieniądze
  • kilka prób budowania relacji - zakończone fiaskiem
To chyba tyle. Czas na zyski:
  • postęp w komunikacji w języku angielskim
  • realna możliwość spłaty wszystkich zadłużeń, jakie mam w Polsce
  • możliwość "odcięcia się" od toksycznej relacji z mamą
  • możliwość podjęcia studiów w Dublinie
  • spokojne i normalne życie
  • praca w GSI - nie każdy może być dyrektorem w wieku 21 lat :P
  • rozwój zawodowy
  • kolejne wznowienie treningów szermierki - z własnym, a nie pożyczonym sprzętem
  • możliwość poznania niezwykle ciekawych ludzi, różnych kultur i zachowań
  • pewne - niewielkie - oszczędności ;)
A już na pewno największą zaletą wyjazdu jest to, że udowodniłem sobie i innym iż jestem w stanie zmienić swoje otoczenie i przywyknąć do nowych warunków - a nawet lepiej - znaleźć w nich swoje miejsce. Ile pobędę jeszcze w Irlandii ? Tego nie wiem. Póki co planów na powrót nie robię.